śmiać się czy płakać? Przeczytaj maila od byłej pracownicy jednego z banków w którym pisze o presji na wyniki sprzedaży kredytów i co w związku z tym zrobił.
Czy banki aż tak bardzo stresują swoich pracowników jak idzie o presję na efekty sprzedaży takich produktów jak (w tym wypadku) kredyt hipoteczny tudzież innych produktów bankowych? Przytaczamy fragment maila skierowanego do zaprzyjaźnionej firmy windykacyjnej. Jako ciekawostkę - kuriozum. A może to pazerność tego pracownika na premię?
"Moja sytuacja przedstawia się następująco:
moja żona pracowała w oddziale banku m.in. przy udzielaniu kredytów hipotecznych. W wyniku presji na wyniki ze strony kierownictwa oraz nacisków ze strony klienta w lipcu 2008 roku po kilku miesiącach "obrabiania" wniosku klienta o podwyższenie kredytu hipotecznego dokonała wpłaty, w kilku ratach, własnych środków na jego konto. środki te były równe kwocie złożonego wniosku o podwyższenie kredytu hipotecznego. Była przekonana, że będzie to sytuacja tymczasowa ponieważ dostała nieoficjalną informację, że wniosek został rozpatrzony pozytywnie przez odpowiedni departament. Pech chciał, że wybuchł wtedy kryzys finansowy i bank wycofał się z udzielania większości kredytów. Około grudnia 2008 klient został przez nas poinformowany skąd pochodzą środki na jego koncie. A już wcześniej mógł się domyśleć, że coś jest nie tak ponieważ nie uległa podwyższeniu rata jego kredytu hipotecznego. Gdy sprawa wyszła na jaw żona została zwolniona z banku. Klient proponował nam, że będzie spłacał zobowiązanie "w ramach swoich możliwości" co jednak było nie do zaakceptowania przez osobę która pożyczyła żonie środki które z kolei ona wpłaciła na konto klienta. Spowodowało to, że praktycznie od grudnia 2008 do lutego 2010 sprawa spłaty nie posunęła się do przodu. W marcu 2010 zacząłem się nią zajmować zamiast żony. Konsultowałem ją z poleconym prawnikiem ponieważ jednak nie dysponowałem w tamtym czasie (już mam) potwierdzenia operacji wpłaty na konto klienta prowadzenie sprawy przez kancelarię nie wyszło poza stadium tej jednej konsultacji. Nie bez znaczenie był też fakt, że mimo generalnie wysokich szans na powodzenie prawnik zażądał bardzo wysokie zapłaty za odzyskania tych pieniędzy i brak pewności ich odzyskania. W najgorszym przypadku mogłoby to spowodować wysokie koszty z naszej strony i znajdowanie się wciąż w tym samym miejscu. Z tego też powodu Państwa oferta prezentowana na stronie oznaczająca ponoszenie kosztów dopiero po pozytywnym rozstrzygnięciu wydaje się tak atrakcyjna.
Sytuacja na teraz wygląda tak, że po dwóch spotkaniach na których uzgodniliśmy model spłaty należności dyskutujemy z klientem wysokość raty i oprocentowanie spłaty. Parametry "pożyczki" są następujące: 55000 wpłacone klientowi w obrębie lipca 2008. Klient się zgodził na waloryzację tej kwoty na maj 2010. Podczas ostatniej rozmowy klient zaproponował, że ta waloryzacja wyniosłaby 3,2% w skali roku więc do spłaty zostałoby 58 226,67. Ta kwota byłaby spłacana w stałych ratach 500 zł przy czym odsetki w wysokości 2,8%/12 doliczane byłyby na koniec miesiąca i o tle pomniejszana byłaby część kapitałowa raty.
Nam zależy na możliwie szybkiej spłacie całej kwoty, idealnie w jednej kwocie ostatecznie w przeciągu roku. W przypadku spłaty w ciągu roku jesteśmy w stanie zadowolić się kwotą 58 226,67 +2%. Jeżeli spłata miałaby być dłuższa musielibyśmy mieć mocne zabezpieczenie spłaty i jak najwyższe oprocentowanie co jak się wydaje jest nie do przewalczenia przez nas samodzielnie.
W związku z tym mam pytanie czy widzicie Państwo w tej sytuacji jakąś możliwość zarobku dla siebie i zadowolenie dla nas? Z naszej strony wyobrażałbym to sobie w ten sposób, że byłby to jakiś wysoki procent od różnicy pomiędzy wynegocjowanymi ewentualnie przez Państwa warunkami a tym co udało nam się do tej pory ustalić. Zamysł jest taki, żebyśmy uzyskali więcej niż jest już pewne a Państwo żebyście byli wysoko zmotywowani do wynegocjowania jak najlepszych warunków".
|